Mój pierwszy dzień w Szwajcarii

Dzisiaj będzie trochę wspomnień. Opowiem Wam, ale krótko, jak się czułam podczas mojej pierwszej wizyty w Zurychu, a potem jak to było z przeprowadzką do krainy sera.

Notatka powstała w ramach #projektuwiosennego w Klubie Polki na Obzyźnie.

Pierwszy raz przyjechałam do Zurychu w lutym, 2013 i byłam zachwycona krajobrazem
i ludźmi! Myślałam, że oni tu mają wszystko i to na wyciągnięcie ręki. Do tego zakochałam się w tutejszym celebrowaniu czasu wolnego. Polega ono między innymi na przesiadywaniu i spacerowaniu nad jeziorem! Miasto po godzinie 22, nie było wymarłe, tak jak Warszawa, do której nieustannie porównywałam stolicę bankowości. Mimo zimy i dosyć szarego krajobrazu, urzekł mnie tutejszy klimat. Piękne stare kamienice, alejki, parki i dwie rzeki w centrum miasta. Wtedy pierwszy raz myślałam o przeprowadzce, podobał mi się ten miks miejskości i natury.
Później ci co mnie znają, wiedzą jak potoczyła się moja historia. Życie zdecydowało trochę za mnie, ale w głębi duszy wiem, że podjęłam tę decyzję na długo zanim poznałam R. Potrzebowałam wyjchać z Warszawy i nie umiałam tego racjonalnie nazwać. Może to było zwyczajne zmęczenie materiału…

Kolejny przyjazd uważam za pierwszy dzień na emigracji. Po 16 godzinach podróży z moim dobytkiem, dotarłam. Był środek nocy, a ja zmęczona i podekscytowana zarazem, myślałam, ok jestem i co teraz?! Nigdy w życiu nie czułam tak ogromnej niewiadomej. Wszystko wydawało się inne, to nie była już krótka wizyta, ale początek nowej historii. Nie było komitetu powitalnego, kwiatów, czekoladek. Nikogo to za przeproszeniem nie obchodziło. Dla mnie to był przełom, a dla ludzi tutaj, kolejny dzień.
Wszystkiego musiałam się nauczyć na nowo. Poznać język, mentalność ludzi i oswoić się z myślą, że tutaj spędzę resztę życia. Powoli docierało do mnie, że Szwajcarzy (tych których znam) są wycofani i trochę czasu mija zanim traktują cię jak przyjaciela,
a wtedy są jak najbliższa rodzina. Wspierają cię najlepiej jak potrafią. Mimo, że wciąż uczę się języka, komplementują moje postępy. Czuję też że są poprawni i mili.
Jednak najlepszych znajomych mam z Polski. Wiadomo, kto cię zrozumie najlepiej, tylko ktoś kto zna to uczucie przekraczania granicy, szukanie mieszkania i pracy.

W tym roku mijają 3 lata odkąd zamieszkałam w Zurychu. Pamiętam, że opuszczałam Warszawę z bólem serca, dzisiaj w stolicy umiem spędzić jedynie weekend. Męczą mnie hałas, odległości i brak jeziora do którego mogłabym wskoczyć po ciężkim dniu w pracy.
Tutaj mam spokój i to chyba najlepszy dowód na to, że w końcu jestem u siebie 🙂

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Mój pierwszy dzień w Szwajcarii

  1. Pingback: PROJEKT WIOSENNY - PIERWSZY DZIEŃ W NOWYM KRAJU - Klub Polki na Obczyźnie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s